/2/desc|/3/asc|/3/desc|/3/asc Brakło już...

Menu

Brakło już...



Brakło już sił do walki z burzą i Beridze przestał wierzyć w ocalenie. Jedynie myśl o Aleksjeju i jakaś wściekła pasja popychały go do działania i nieustawania w walce. Brnął chwiejąc się i padając, a za nim jak cień wlókł się Kowszow. Ratunek przyszedł nieoczekiwanie — w postaci człowieka, jakby podmuchem wiatru wywianego z nieprzeniknionej zasłony śnieżnej. Ujrzeli go dopiero wtedy, kiedy wielki, straszny, rzężący — stanął tuż przed Beridzem. Aleksjej obawiając się napaści — rzucił się na ratunek towarzysza. Nieznajomy jednak nie zaatakował Beridzego, tylko krzyczał coś do Gieorgija Dawidowicza i Aleksjej /rozumiał, że człowiek ten pragnie ich dobra. Teraz szli dalej gęsiego — na przedzie nieznajomy, u za nim Beridze z Aleksjejem. Nagle nieznajomy przystanął, porozmawiał o czymś z Beridzem, wykręcił się na nartach w lewo i zniknął. Gieorgij dotknąwszy twarzy Aleksjeja swoją zamarzła na lód brodą, zawołał: