— List otrzymałem, dziękuję za dobre słowo. I wasz kierownik Batmanów wpadł przedwczoraj do Dolnej Sa-zanki. On także rozmawiał ze mną. Dziękuję za zaproszenie, tylko że ja nie mogę iść na budowę. Ja odpowiadam za kołchoz, łowimy tu ryby.
Karpow powiedział to ze spuszczonymi oczami, przygnębionym głosem. Aleksjej zrozumiał, że jest wytrącony z równowagi: propozycja Batmanowa, list Załkinda i dzisiejsze spotkanie wywołały w nim rozterkę. Towarzyszom Karpowa nie podobał się taki obrót rozmowy; wszczęli hałas:
— Nie kuście go, towarzyszu inżynierze, nie kuście!
— I tak już chodzi nieswój, odkąd dowiedział się, że budowa poszła innym torem.
— My w kołchozie też nie gramy w warcaby. Front potrzebuje ryb! Karpow jest naszym przewodniczącym
1 duszą roboty. Ludzie szanują go. Nie możemy być bez niego. Jeżeli odejdzie, nigdy mu tego nie darujemy.