— Nie wątpię, że nasi „genialni" wynalazcy źle skończą! — wykrzykiwał. — Ale dopóki władza spoczywa w ich rękach, wyrządzają trudną do naprawienia szkodę. W Komisariacie Ludowym stwarza się fałszywe wrażenie, że wszystko jest w porządku. Wprowadza się w błąd czynniki rządowe, traci się na próżno czas i fudusze. W ogóle to, co dzieje się tutaj, jest typowym przykładem naszej złej organizacji. Można przeklinać Niemców, nie przeszkadza to jednak uczyć się od nich, jak należy pracować. Z pewnością nie budowaliby teraz rurociągu.
Starzec słuchał nie odpowiadając ani słowem, ale jego czujność wzrastała. Zaczął się po trochu domyślać celu nieoczekiwanej wizyty.
— Wy, Kuźmo Kuźmiczu, zdaliście się już na łaskę przeciwnika, złożyliście, że tak powiem, broń. Tymczasem opowiadano mi, że w Rubieżańsku wszyscy rozsądni ludzie uważają pomysł Batmanowa i Beridzego za głupi i szkodliwy — mówił Grubski głosem przyciszonym pochylając głowę w stronę Topolewa. — Nie można składać broni, trzeba jak najuporczywiej dowodzić, że mamy rację. Rurociągu nie zbuduje się w ciągu roku, w ogóle nawet w najlepszych okolicznościach budowa jego nie wpłynie na przebieg wojny. Biję się w piersi, sambroniłem swych pozycji bardzo nieśmiało i formalnie. Musimy działać bardziej zdecydowanie. Należy szukać stosunków w Rubieżańsku i w Moskwie. Można uważać, że początek już jest zrobiony: wysłałem do Rubieżańska mój memoriał. Nie chcieliście go podpisać, ulegając prawdopodobnie chwilowemu nastrojowi. Nie gniewam się o to, ale proszę, żebyście wysłali list, że jesteście tego samego zdania. A byłoby wspaniale, gdybyście zdecydowali się napisać o wszystkich naszych sprawach do Moskwy, do Piętrowa. Przecież to w pewnej mierze wasz uczeń, a dziś wpływowa osobistość, zastępca komisarza ludowego.