— Wychodź na biały świat, Alosza, pójdziemy. Burza ucichła. Powiadają, że do osiedla jest siedem kilometrów, machniemy to szybko.
— Nie puszczę was, nie można — stanowczo sprzeciwił się Karpow. — Wiatr wkrótce znowu zacznie dąć i tym razem na długo. Zginiecie i będziemy musieli wziąć ten grzech na siebie.
— Przecież, jak widzę, sami wybieracie się w drogę — powiedział Beridze.
Zwinąwszy śpiwór umocowywał go sobie na plecach. Aleksjej również zaczął się przygotowywać do drogi.
My to co innego! Adun to dla nas dom.
A więc radzicie nam cały tydzień siedzieć przy
u? Nasz czas jest drogi.
Nie musicie siedzieć przy ognisku! Zaprowadzę was i. p ize miejsce. Niedaleko stąd stoi wasz traktor z dom-
na płozach. Tam sobie przeczekacie niepogodę. I o/.cgnawszy się z rybakami inżynierowie w ślad za /l>ko posuwającym się na nartach Karpowem ruszyli ku rzece.