— Wyjdźcie! — krzyknął zdławionym głosem. Olbrzy- . f> mi, wyprostowany i gniewny — był straszny. — Żeby
i śladu tu po was nie było!
Grubski zerwał się z miejsca.
— Co to znaczy, Kuźmo Kuźmiczu? Jak można? — wykrzyknął z przestrachem.
— Precz! — krzyknął starzec piorunującym głosem. — Nie doprowadzajcie mnie do ostateczności, bo nie ręczę za całość waszej osoby!
Były naczelny inżynier skurczył się, wciągnął głowę w ramiona i przeszedł obok Topolewa nie spojrzawszy na niego.
— Zakarbujcie to sobie na nosie, były przyjacielu.
Srebrna przyjaźń z inżynierem Topolewem skończona! — krzyczał za nim z wściekłością Topolew. — W waszych podłych intrygach i domowych spiskach nie będę brał udziału. Zapomnijcie nawet, gdzie mieszkam.
Z hałasem zatrzasnął drzwi za gościem i zaczął ciężko chodzić po pokoju.
— Łajdak! Sprzymierzeńca we mnie znalazł! Widzisz go, namawia do czynnych wystąpień.