Karpow doprowadził ich do „ślimaka". Trudno zrozu-
jak odnalazł ten domek zagubiony niczym ziarnko
Iila.sku wśród śnieżnego oceanu. Traktor i domek-przy-? pkę zupełnie zawiało śniegiem. Ktoś, prawdopodobnie li iktorzysta, krzątał się obok, usiłując łopatą odgarnąć MII leg.
Stój! Kto tam? — rozległ się donośny i dobrze znany Aleksjejowi głos.
Swoi — powiedział pojednawczo Karpow. — Przyjmij gości.
Przez tunel w śniegu weszli jak do podziemia do środka limaka". W tej małej klitce były dwa miejsca do spania, i ilno nad drugim, stał też warsztat, stolik, dwa stołki i ikrzynie z narzędziami. Dużo miejsca zajmował nagro-mailzony zapas drzewa i węgla. Dwoje ludzi z trudem się III mieściło, a teraz weszły od razu cztery osoby.
Nad warsztatem wisiała lampa naftowa. Jej kopcący h yczek wydawał się po przyjściu z ciemności oślepiająco i i ny. Pośrodku izdebki w rozżarzonym okrągłym piecyku Żelaznym huczał ogień. Beridze ujrzawszy światło i piecyk