W pokoju natychmiast zjawiła się Maria Iwanowna.
- Nie fatygujcie się, Kuźmo Kuźmiczu, zaraz podam herbatę.
- Wziąłem ze sobą lekarstwo — wesoło powiedział < irubski wyjmując spod stołu dużą ciemną, spotniałą od ci opla, butelkę wina.
Tego lekarstwa nie wolno mi używać. Będziecie musieli sami się nim kurować.
Grubski uśmiechnął się sam do siebie: „Nie ma co mówić, uprzejmy jest dziś staruszek." Zaczął mówić o epidemii grypy, o przykrych komplikacjach, które wywiązują się z tej choroby, o zamieci, która poczyniła mnóstwo szkód i wszystkim dokuczyła, lecz na szczęście już się uspokaja, i o sytuacji na frontach.
Maria Iwanowna wniosła herbatę i skromną przekąskę. Po bezowocnych usiłowaniach namówienia Topolewa na wino, Grubski odstawił butelkę i zabrał się do gorącej herbaty.
Kuźma Kuźmicz prawie nie podtrzymywał rozmowy i siedział na wpół odwrócony. Starał się odgadnąć, czemu zawdzięcza wizytę Grubskiego. Trudno było uwierzyć, że nie zważając na zamieć przyszedł do niego tylko po to, aby go odwiedzić. W ogóle rzadko kiedy bywali u siebie, a w ostatnich czasach trzymali się z daleka. W miarę tego jak Grubski czuł się coraz bardziej pewny siebie, wzmagało się rozdrażnienie Topolewa. Hamował się, żeby nie powiedzieć czegoś brutalnego, a jednocześnie czuł, że ta nieoczekiwana wizyta źle się skończy, i że po raz pierwszy w życiu wypędzi nieproszonego gościa ze swego domu.